Najwięksi wydawcy pozywają firmy rozwijające sztuczną inteligencję, organizacje autorskie tworzą certyfikat „Napisane przez człowieka”, a świat literatury coraz częściej zadaje pytanie nie tylko o prawa autorskie, ale również o zaufanie do samego procesu twórczego. Rynek książki właśnie wchodzi w nową erę.

Jeszcze kilka lat temu dyskusja o sztucznej inteligencji w branży książkowej dotyczyła głównie przyszłości tłumaczeń, rekomendacji czy narzędzi wspierających pracę redakcyjną. Dziś debata jest znacznie poważniejsza. W centrum uwagi znalazły się prawa autorskie, transparentność twórczości oraz pytanie o to, kto powinien czerpać korzyści z wykorzystania książek do trenowania modeli AI. Przyjrzyjmy się, co teraz dzieje się na styku rynku książki i sztucznej inteligencji.

Wydawcy kontra Big Tech

W maju 2026 roku pięciu dużych wydawców: Hachette, Macmillan, McGraw Hill, Elsevier i Cengage wraz z amerykańskim pisarzem Scottem Turowem pozwało firmę Meta. Zarzucili spółce wykorzystanie milionów książek i publikacji do szkolenia modeli sztucznej inteligencji bez uzyskania odpowiednich licencji. Sprawa jest postrzegana jako jeden z najważniejszych sporów między sektorem wydawniczym a branżą technologiczną. Ten pozew jest pierwszym postępowaniem o naruszenie praw autorskich przeciwko firmie rozwijającej sztuczną inteligencję, wniesionym przez wydawców. Obejmuje on również propozycję objęcia sprawą szerszej grupy właścicieli praw autorskich, którzy mogliby zgłaszać podobne roszczenia wobec firmy Meta i Marka Zuckerberga. Dotychczas większość pozwów w tego typu sprawach składali autorzy i inni twórcy, jak miało to miejsce m.in.: w pozwie zbiorowym przeciwko firmie Anthropic w roku 2025. Wydawcy domagają się zarówno odszkodowania, jak i nakazu zaprzestania naruszeń, w tym zniszczenia wszystkich nielegalnie wykorzystanych kopii utworów znajdujących się w posiadaniu lub pod kontrolą Mety.

„Prawo autorskie od dziesięcioleci stanowi fundament ochrony własności intelektualnej. Dziś ta ochrona jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej” powiedział Jon Yaged, prezes wydawnictwa Macmillan, wyjaśniając powody przystąpienia firmy do pozwu. Źródło: https://www.publishersweekly.com/pw/by-topic/digital/copyright/article/100329-publishers-file-infringement-lawsuit-against-meta-zuckerberg.html

Dla rynku książki stawką nie są wyłącznie odszkodowania, ale kluczowe jest ustalenie, czy wykorzystywanie chronionych utworów do trenowania modeli AI wymaga zgody właścicieli praw autorskich oraz czy autorom i wydawcom należy się wynagrodzenie za takie wykorzystanie. 

Kto zapłaci za treści, na których uczą się algorytmy?

Odnoszę wrażenie, że wszyscy dzisiaj karmimy AI, bo przecież modele generatywnej sztucznej inteligencji nie powstają w próżni. Ich skuteczność zależy od ogromnych zbiorów danych, obejmujących między innymi książki, artykuły, publikacje naukowe i inne utwory objęte ochroną prawnoautorską. Autorzy i wydawcy argumentują, że skoro firmy technologiczne budują komercyjne produkty w oparciu o treści stworzone przez twórców, to twórcy powinni mieć możliwość decydowania o wykorzystaniu swoich dzieł i uczestniczyć w podziale korzyści ekonomicznych. Firmy technologiczne odpowiadają natomiast, że proces uczenia modeli ma charakter transformacyjny i nie polega na kopiowaniu ani zastępowaniu oryginalnych utworów. Niezależnie od wyniku toczących się postępowań, jedno jest pewne: decyzje podejmowane obecnie przez sądy i regulatorów mogą na lata określić zasady funkcjonowania rynku kreatywnego i na pewno wszyscy czekamy na nowe regulacje prawne. 

Certyfikat „Napisane przez człowieka” – nowy standard na rynku książki

Równolegle rozwija się ciekawe zjawisko, które chyba ma szansę przyjąć się również w Polsce. Amerykańskie Stowarzyszenie Autorów rozpoczęło program certyfikacji „Human Authored”, który umożliwia autorom oznaczanie książek napisanych przez człowieka. Inicjatywa ma pomóc czytelnikom odróżnić twórczość autorską od treści generowanych w całości lub w znacznym stopniu przez sztuczną inteligencję. Wprawdzie nie za bardzo wyobrażam sobie, jak te teksty mają być weryfikowane i sprawdzane, ale oczywiście istnieje już AI do sprawdzania czy treść jest pisana przez AI… Efektywność narzędzia wciąż pozostaje wątpliwa.

Ostatnio czytałam, że wraz z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji gwałtownie wzrosła liczba publikacji trafiających na platformy selfpublishingowe. Skala zmian jest ogromna. Jak wynika z badań ekonomistów Imke Reimers i Joela Waldfogela, przywołanych przez „The Economist”, od momentu premiery ChataGPT liczba nowych ebooków publikowanych na Amazonie wzrosła trzykrotnie. Jednocześnie badacze szacują, że pod koniec 2025 roku ponad połowa nowych tytułów publikowanych na platformie zawierała treści wygenerowane przy pomocy sztucznej inteligencji. To pokazuje, dlaczego dla czytelników coraz większego znaczenia nabiera pytanie nie tylko co czytają, ale również kto i w jaki sposób stworzył dany tekst. Właśnie dlatego pojawiają się inicjatywy takie jak certyfikat „Human Authored”, który ma pomóc odbiorcom świadomie wybierać książki stworzone przez ludzi. 

Źródło: Imke Reimers, Joel Waldfogel, AI and the Quantity and Quality of Creative Products: Have LLMs Boosted Creation of Valuable Books?, National Bureau of Economic Research (NBER), 2026; omówienie: The Economist, „Did AI write this article?”, 16 czerwca 2026.

Zapewne wielu autorów wykorzystuje narzędzia AI podczas pracy koncepcyjnej. Sama pisząc ten tekst wykorzystywałam LLMy do researchu oraz drobnej redakcji i korekty. W ostatnich tygodniach szeroką debatę wywołała wypowiedź Olgi Tokarczuk, która podczas konferencji Impact’26 przyznała, że korzysta ze sztucznej inteligencji jako narzędzia wspomagającego rozwijanie pomysłów. Część komentatorów odebrała jej słowa jako deklarację wykorzystywania AI do pisania książek, co wywołało falę krytyki i dyskusji o granicach autorstwa. Noblistka szybko doprecyzowała, że żaden fragment jej nowej powieści nie został napisany przez sztuczną inteligencję, a AI służy jej wyłącznie jako pomocnicze narzędzie badawcze. Spór wokół wypowiedzi Tokarczuk pokazał, jak bardzo zmieniło się postrzeganie twórczości literackiej. Nawet w przypadku laureatki Literackiej Nagrody Nobla pojawiają się pytania o granice między wsparciem technologicznym, a rzeczywistym współtworzeniem tekstu przez algorytm. Wciąż zadaję sobie pytanie: co będzie jak AI nauczy się pisać tak dobrze jak Olga Tokarczuk? Czy dla mnie jako czytelnika będzie miało znaczenie kto napisał książkę, którą czytam – człowiek czy bardzo kreatywny algorytm… To jednak chyba rozważania na zupełnie inny felieton.

Kryzys zaufania już się rozpoczął

O tym, jak istotna staje się dziś kwestia autorstwa, świadczą wydarzenia z ostatnich tygodni. W centrum dyskusji znalazł się Commonwealth Short Story Prize, prestiżowy międzynarodowy konkurs dla autorów opowiadań. Po pojawieniu się zarzutów, że jeden z nagrodzonych tekstów mógł powstać przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji, brytyjski magazyn literacki „Granta”, który od ponad dekady publikował zwycięskie opowiadania konkursu, zakończył współpracę z jego organizatorami. Choć nie przedstawiono dowodów potwierdzających wykorzystanie AI, a sam autor stanowczo zaprzeczył oskarżeniom, sprawa pokazała, jak duże znaczenie dla środowiska literackiego mają dziś przejrzystość procesu twórczego i zaufanie do autorów. Dla organizatorów konkursów, wydawców i czytelników coraz ważniejsze staje się nie tylko to, co zostało napisane, ale również w jaki sposób powstał dany tekst.

Dlaczego ta debata jest ważna dla rynku książki i czytelników?

Debata o AI w literaturze nie dotyczy już wyłącznie technologii. Dotyczy zasad, na których będzie działał cały rynek książki: kto ma prawo korzystać z cudzej twórczości, kto powinien otrzymywać wynagrodzenie za wykorzystanie tekstów do szkolenia modeli AI i jak czytelnik ma rozpoznać, czy obcuje z utworem człowieka, czy z treścią wygenerowaną lub współtworzoną przez algorytm. Ostatnio jako SCiSL rozmawialiśmy o tym z ekspertami podczas Międzynarodowych Targów Książki – zapraszam do przeczytania relacji dostępnej TUTAJ.

Dla autorów stawką jest ochrona pracy twórczej i możliwość decydowania o tym, w jaki sposób ich książki są wykorzystywane. Dla wydawców, to przyszłość legalnego obiegu treści i sens inwestowania w redakcję i promocję. Dla czytelników, to zaufanie do książek, które kupują i polecają innym. Sztuczna inteligencja może wspierać, ale nie powinna rozwijać się kosztem praw autorskich ani kosztem przejrzystości wobec odbiorców. Dlatego najbliższe lata będą kluczowe: rynek będzie musiał wypracować jasne zasady licencjonowania treści, oznaczania udziału AI w procesie twórczym oraz wynagradzania tych, których praca zasila nowe technologie. Musimy też przestać się wstydzić, że korzystamy z LLMów, dopóki robimy to świadomie i krytycznie potrafimy ocenić wartość “wypluwanego” kontentu.

Z perspektywy czytelników najważniejsze pozostaje jedno: wybór legalnych źródeł dostępu do książek, e-booków i audiobooków. Tylko legalny obieg treści daje autorom wynagrodzenie, wydawcom możliwość inwestowania w kolejne publikacje, a odbiorcom pewność, że korzystają z kultury w sposób uczciwy i przejrzysty. W erze AI wspieranie legalnych źródeł staje się nie tylko kwestią prawa, ale także realnym wsparciem dla przyszłości literatury tworzonej przez ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *