Jeszcze nie zdążyliśmy odpowiedzieć na pytania, na jakich zasadach sztuczna inteligencja może uczyć się na treści książek, kto powinien za to płacić, ile i komu, a już pojawia się kolejny problem, który dla rynku książki wydaje się znacznie bardziej niepokojący. W poprzednim tekście pisałam o książkach, którymi „karmimy” sztuczną inteligencję oraz o prawach autorskich. Nie minęło kilka dni, a już pojawia się kolejny temat do dyskusji. Skoro AI nauczyło się już pisać książki, okazuje się, że wcale nie musi robić tego lepiej od człowieka, żeby zachwiać rynkiem. Wystarczy, że może robić to znacznie szybciej i na niewyobrażalnie większą skalę.
Czy już czas zacząć bać się AI? Internet zalewa mnóstwo medialnych nagłówków w stylu „AI wymyka się spod kontroli”, „Bunt sztucznej inteligencji”, „AI zaatakowała firmę”. Łatwo wyobrazić sobie maszynę, która nagle postanowiła przestać słuchać człowieka. Sama jestem fanką SF i już oczyma wyobraźni widzę, jak tworzymy “Cylonów” (dla fanów polecam serial Battlestar Galactica). Rzeczywistość jest chyba znacznie bardziej prozaiczna, ale być może równie niepokojąca, bo coraz częściej powierzamy modelom dane, cel i dajemy im narzędzia oraz możliwość do samodzielnego działania. A wiadomo, że ludzie są omylni, więc jeśli damy sprzeczne instrukcje, zbyt szerokie uprawnienia lub nie zbudujemy odpowiednich zabezpieczeń, AI może znaleźć taki sposób realizacji zadania, którego człowiek nie przewidział. I wcale nie dlatego, że „chce” zrobić coś po swojemu lub nas zgładzić ;), a dlatego, że optymalizuje to, co jej zadaliśmy, a niekoniecznie to, co mieliśmy na myśli.
AI nauczyło się już w miarę poprawnie pisać w wielu językach, a ludzie zaczynają masowo produkować takie AI-książki, które walczą o dokładnie to samo, o co od zawsze konkurują autorzy i wydawcy: czas i pieniądze czytelników. Nie muszą to być dobrze napisane teksty, wystarczy, że masowo zaleją rynek i rozmyją uwagę czytelników. Wiem, że wiele osób myśli, że przecież dobre książki i tak same się obronią, ale przyjrzyjmy się pewnemu badaniu.
Nadchodzi „bookslop”
W lipcu amerykańscy badacze opublikowali pracę: “Generatywna sztuczna inteligencja zalewa i rozmywa rynek książki” („Generative AI floods and dilutes the market for books” / link do całych badań: https://arxiv.org/abs/2607.20349), w której przeanalizowali 14 419 self-publishingowych e-booków z ośmiu gatunków literackich wydanych od stycznia 2023 do marca 2026 roku, a następnie zestawili je z danymi dotyczącymi ich sprzedaży na Amazonie. W 20% analizowanych książek detektor AI uznał ponad ¼ tekstu za wygenerowaną przez sztuczną inteligencję. Z prywatnych rozmów z przedstawicielami polskich wydawnictw wiem, że problem tekstów tworzonych lub intensywnie modyfikowanych przy pomocy AI istnieje również u nas. Nie mamy jednak jeszcze danych, które pozwalałyby porównać skalę z wynikami amerykańskiego badania.
Jeszcze małe dopowiedzenie. Chciałabym też zaznaczyć, że dyskusyjna jest skuteczność takich detektorów AI, co zresztą podkreślają sami badacze. Kilkukrotnie testowałam takie narzędzia, również na tekstach, których pochodzenie znałam i otrzymywałam różne wyniki, dlatego traktowałabym je jako wskaźnik, który może jedynie szacować prawdopodobieństwo użycia AI, a nie dawać co do tego pewności.
Przeczytajmy podsumowanie wspomnianego badania (tłumaczenie własne):
“Generatywna sztuczna inteligencja może tworzyć pełnowymiarowe utwory literackie o objętości książki przy kosztach bliskich zeru. Książki te są często oznaczane jako tzw. „slop” (niskiej wartości) i zakłada się, że mają niewielkie znaczenie komercyjne. Sprawdzamy to założenie, przeprowadzając analizę pełnych tekstów pod kątem wykorzystania AI w 14 419 samodzielnie wydanych książkach z gatunków literatury popularnej, sprzedawanych na Amazonie w latach 2023–2026, i zestawiając jej wyniki z dziennymi danymi sprzedażowymi do czerwca 2026 roku. Żadna z tych książek nie zawiera informacji o tym, czy wykorzystano w niej treści wygenerowane przez AI. Stwierdzamy, że książki, w których wykryliśmy znaczący udział tekstu AI (ponad 25%), stanowią dużą część katalogu, ale mniejszą część sprzedaży. Mimo to osiągają skalę komercyjną: z czasem zdobywają coraz większy udział w sprzedaży i zajmują coraz więcej najwyższych pozycji w rankingach, które wcześniej należały do książek, w których nie wykryto tekstu AI.
W analizowanym okresie liczba książek, których sprzedaż odnotowano w danym kwartale, wzrosła 19,2-krotnie, podczas gdy kwartalne przychody wzrosły jedynie 8,9-krotnie. Rynek zwiększał więc liczbę sprzedających się książek szybciej niż rosły przychody, a przychód przypadający na jedną sprzedającą się książkę spadł w większości gatunków(…). Generatywna sztuczna inteligencja może zatem przekształcać rynek książki poprzez skalę, a nie jakość”.
Warto dodać jeszcze kilka liczb, których nie ma w samym podsumowaniu badania, ale zauważył je Moses Sternstein w serwisie a16z.news. Książki, w których wykryto choć część tekstu AI, odpowiadają już za około 40% obserwowanej sprzedaży i pną się na szczyty rankingów! Tytuły ze znaczącym udziałem tekstu AI, czyli powyżej 25%, stanowią co najmniej 10% TOP 25 najlepiej sprzedających się książek w każdym z analizowanych gatunków. W kategorii science fiction/adventure/dystopian ich udział dochodzi do około 40%. „Bookslop” nie tylko zalewa katalog, ale zaczyna również zajmować miejsca na samej górze list sprzedaży.
Liczby z takich pierwszych badań traktuję ostrożnie, ale trend jest trudny do zignorowania, bo skoro liczba sprzedających się tytułów wzrosła 19 razy, a przychody tylko 9-krotnie, to czy powinniśmy się cieszyć, że sprzedaż jest coraz większa? Chyba tylko na pierwszy rzut oka, bo liczba sprzedających się tytułów rośnie znacznie szybciej niż pieniądze wydawane przez czytelników, więc następuje zjawisko nazywane przez badaczy „market dilution”, czyli “rozcieńczaniem rynku”. Chyba czas, aby wyobrazić sobie rynek książki, na którym do podziału jest więcej pieniędzy, ale jednocześnie pojawia się znacznie więcej produktów, które o te pieniądze konkurują. A to są dopiero pierwsze tego typu badania, których wyniki zaczynają odkrywać to zjawisko.
Kiedy zatem dyskutujemy o sztucznej inteligencji i pytamy, czy AI potrafi napisać dobrą powieść, czy zastąpi pisarzy, czy stworzy dzieło na miarę literackiego Nobla, to może stawiamy niewłaściwe pytania, bo AI wcale nie musi lepiej pisać od człowieka, aby zmienić ekonomię rynku książki. Musi pisać zaledwie wystarczająco dobrze, ale niewyobrażalnie dużo i to zaczyna się dziać, bo choć książki bez wykrytego AI (celowo nie używam stwierdzenia “książka napisana przez człowieka”) nadal radzą sobie sprzedażowo lepiej, to maszyna/robot/Cylon ma inną przewagę – skalę i czas tworzenia. I jeszcze jedno, te wszystkie “bookslopy” wcale nie muszą się sprzedać, wystarczy, że hipotetycznie chwyci jedna na sto, a koszt wyprodukowania pozostałych 99 będzie wystarczająco niski lub zbliżony do zera, to taka masówka może się nagle zacząć bardzo opłacać.
Co właściwie kupuje czytelnik?
Zastanawiam się, jak przeciętny czytelnik mógłby odpowiedzieć na takie pytania:
Czy kupując książkę, interesuje mnie, jak ona powstała?
Czy ma znaczenie, że autor spędził na pisaniu dwa lata, czy ktoś wygenerował dostatecznie dobrą powieść w dwa dni?
A jeśli człowiek wymyślił fabułę, ale AI napisała połowę tekstu?
A jeśli napisała wszystko, a człowiek poprawił?
Czy jak czytam dobry kryminał, to ma znaczenie jego autor?
Wyczekuję na tom kolejnej powieści (np. “Gry o tron”), czy jak napisze go AI, to ja go nie przeczytam?
i tak dalej i tak dalej…
Podejrzewam, że bardzo mało osób aż tak wnikliwie przykłada się do swoich czytelniczych wyborów, ale załóżmy, że czytelnik będzie świadomie wybierał tekst, stawiał sobie te pytania, więc tym bardziej uważam, że oznaczanie tekstów “pisane z pomocą AI” powinno być obligatoryjne. Tylko znowu trzeba jakoś określić skalę, co oznacza “z pomocą AI” i czy może to dotyczyć autora, który sam napisał 500 stron, a później poprosił AI o korektę kilku zdań. Od jakiego poziomu generowania takiego tekstu powinna się zaczynać taka transparentność? Na to pytanie również nie ma zdecydowanej odpowiedzi, a różne detektory działają teraz uznaniowo.
Czytelnik przecież powinien wiedzieć, co kupuje i sam podejmować decyzje. Jest jeszcze pytanie o regulacje. Od 2 sierpnia 2026 roku stosuje się obowiązki dotyczące transparentności określone w art. 50 unijnego AI Act. Dotyczą one m.in. oznaczania i możliwości wykrywania niektórych treści generowanych lub modyfikowanych przez sztuczną inteligencję. Nie oznacza to jednak prostego obowiązku umieszczania na każdej książce stworzonej z pomocą AI widocznej etykiety „napisane przez AI”. AI Act przewiduje różne obowiązki dla dostawców i podmiotów wykorzystujących systemy AI, a ich zakres zależy m.in. od rodzaju treści i sposobu implementacji. To zresztą pokazuje, jak szybko praktyka wyprzedza prawo. W badaniu obejmującym ponad 14 tysięcy książek żadna nie informowała, czy zawiera treści wygenerowane przez AI, choć detektory wskazywały na taką możliwość. Ustanowienie standardu transparentności wobec czytelnika powinno być więc priorytetem. Ze wszystkimi regulacjami dotyczącymi AI Act można szczegółowo zapoznać się pod tym linkiem: https://ai-act-service-desk.ec.europa.eu/en/ai-act-explorer
Kolejny problem i kolejne pytanie
W omawianym badaniu autorzy sprawdzili również podobieństwo tekstów wygenerowanych przez AI do istniejących już książek, analizując charakterystyczne ciągi słów. Wśród najlepiej sprzedających się tytułów książki ze znaczącym udziałem wykrytego AI były bardziej podobne językowo do istniejących książek niż książki bez wykrytego AI. I im większe było to podobieństwo, tym większe generowały przychody. Także już nie tylko powinniśmy zastanawiać się, czy wolno wykorzystywać książki do treningu modeli, ale również co się dzieje, kiedy rezultaty działania modeli trenowanych na ogromnych zbiorach istniejących treści zaczynają na masową skalę konkurować z twórcami? To pytanie pozostawiam otwarte i zachęcam do analizy wspomnianego badania, bo jest w nim jeszcze kilka ciekawych wątków, których nie omówiłam np. duże różnice w występowaniu “bookslopu” pomiędzy poszczególnymi gatunkami oraz rola Kindle Unlimited.
Taka refleksja na koniec. Nie wierzę w to, że dobry tekst napisany przez człowieka obroni się sam, bo najpierw musi zostać zauważony. A jeśli liczba książek będzie rosnąć znacznie szybciej niż czas i pieniądze, które czytelnicy są w stanie na nie przeznaczyć, być może największym problemem rynku książki nie będzie wcale jakość tekstów tworzonych przez AI. Będzie nim znalezienie w tym pędzącym tsunami “bookslopów” czegoś, co naprawdę warto przeczytać.
W danym tekście AI wykorzystywałam do korekty słowno-stylistycznej, a także do wygenerowania zdjęć.
Dodaj komentarz